Ok, ok. Miał być lipcowy epilog w poprzednim poście. Cóż w Górach Wałbrzyskich jako takich jeszcze nie bywaliśmy więc nie zwracając uwagi na prognozy pogody odpaliliśmy naszego Sokoła Millenium i... Wylądowaliśmy w miejscowości Boguszów - Gorce z ciężkim postanowieniem zdobycia szczytu Chełmiec i po drodze jego małego braciszka Chełmca Małego. Po drodze lało, jak z cebra ale gdy dojechaliśmy na miło położony parking przy szlaku zielonym było już suchutko i cieplutko.
A tak wyglądała w zarysie nasza trasa (powrotna dokładnie taka sama):
Przez większość czasu szlak jest naprawdę niewymagający, ot szutrowa, polna droga czasem tylko wznosząca się troszeczkę. Oko cieszą miłe widoki dookoła...
Jako, że było świeżo po deszczu, wszystko milutko i orzeźwiająco pachniało. Świeże powietrze, aż roznosiło.
Samo dojście do szczytu Chełmca nie zajmie nikomu zbyt długo i myślę, że także najmłodsi użytkownicy górscy mogą sobie poradzić, nawet w wózkach.
Sam szczyt, niestety, nie zachwycił. Dlaczego? Bałagan, odpadki po prostu nieporządek. Po drugie: Cóż był weekendowy dzień a wieża zamknięta na głucho. Dopiero po kilku chwilach pukania, miły pan otworzył okienko i oznajmił, że wieża jest zamknięta z powodu... Cóż podobno lokalne władze nie mogły znieść braku wpływów do kasy i zamknęły wieżę dla zwiedzających. To bardzo smutne. Pan obdarował nas jeszcze możliwością przybicia pieczątki ale jak sam stwierdził już niedługo będzie tam zupełnie pusto... Szkoda. Miejsce ma potencjał a chyba tylko naiwniak może sądzić, że na takiej ogólnodostępnej turystyce w takim miejscu można zbijać kokosy... Szkoda...
W nieszczególnych nastrojach opuściliśmy to smutne miejsce. Humorki jednak poprawiły się w związku z łatwością tuptania jak i cudownymi okolicznościami przyrody. Po drodze, bo nie wspomniałem dotarliśmy w najbliższe szlakiem dostępne miejsce około szczytu Chełmiec Mały...
A na koniec ... Biedroneczka. Pozdrawiam
